Tragicznt finał wyprawy w góry
sierpień 5, 2008 | Filed Under Inne, Turystyka |Minęły trzy lata po głośnej tragedii w polskich Tatrach, a rodzice dzieci tyskiego liceum, których zmiotła lawina, nadal nie mogą znaleźć spokoju. Upływ czasu stopniowo łagodzi ból, ale przynosi pytania, jakie na razie zadawali sobie tylko nieliczni z nich. Kto jest winny śmierci ich dzieci? Do wypadku doszło 28 stycznia 2003 roku. Pod lawiną, jaka zeszła spod szczytu Rysów zginęło osiem osób. Byli to uczestnicy trzynastoosobowej wyprawy z tyskiego liceum: 7 uczniów i jeden z opiekunów grupy. Lawina zepchnęła uczniów pod oblodzoną powierzchnię Czarnego Stawu pod Rysami.Przewodnikiem wycieczki był nauczyciel geografii ze szkoły w Tychach. Na wyprawy z uczniami chodził wcześniej wielokrotnie. Decyzję o wyprawie na Rysy podjął razem z uczniami. Tego dnia w Tatrach obowiązywał drugi stopień zagrożenia lawinami. W marcu ubiegłego roku sąd skazał Mirosława S. na rok w zawieszeniu za zorganizowanie wycieczki bez odpowiednich uprawnień. Wyrok zaskarżyła prokuratura oraz ojciec dwóch synów, którzy zginęli pod śniegiem. W swoim przekonaniu, że nauczyciel jako opiekun grupy odpowiadał za śmierć uczniów był wtedy osamotniony. Rodzice pozostałych ofiar twierdzili, że jest niewinny.To był jakiś jego czar, który roztaczał wokół siebie - mówi dziś drugi opiekun wycieczki, który pod lawiną stracił córkę. - Jaki to fachowiec, jeździł w Alpy. Ale potem okazało się, że to hochsztapler. Oszukiwał wszystkich dookoła.Sprawa trafiła przed katowicki Sąd Apelacyjny. Ten uchylił wyrok pierwszej instancji i nakazał Sądowi Okręgowemu sprawę rozpatrzyć ponownie. W końcu Sąd Apelacyjny uznał, że głoszony przez Sąd Okręgowy pogląd o braku związku między zachowaniem oskarżonego a wypadkiem nie przekonuje. Na opiekunie ciążył obowiązek powstrzymania się od działań, które mogły sprowadzić lawinę, a w dniu wycieczki było to bardzo prawdopodobne, uważa Sąd Apelacyjny.Myślę, że proces wkrótce się skończy - mówi Andrzej M. - Przyjdzie uspokojenie. Nie satysfakcja, ale uspokojenie. Nie można być, jak dziecko - jeśli zawiniłem, to mówię, że zawiniłem, i przynajmniej przepraszam.Rodzice dzieci, które porwała lawina, zdecydowali się przyjechać do schroniska nad Morskim Okiem. Zorganizowali wystawę zdjęć, które tuż przed tragedią robiły ich dzieci. Kazimierz N. nie pracuje już w tyskim liceum. Tak jak pani Klaudia, która pod lawiną straciła męża, trzeciego z opiekunów. W liceum nadal uczy Mirosław S. Ale przez najbliższe lata nie poprowadzi już żadnej wyprawy w góry. Tak postanowił Sąd Apelacyjny. Sądowi Okręgowemu pozostanie rozstrzygnąć kwestię, czy działania nauczyciela przyczyniły się bezpośrednio do śmierci powierzonych jego opiece dzieci.